Disco polo na weselu

Disco polo na weseluWybór repertuaru muzycznego przeznaczonego na wesele często bywa powodem zawrotów głowy niejednej pary, a kwestia ta figuruje na liście najbardziej dyskusyjnych i gardłowych rozterek branych pod uwagę w tym temacie – zaraz po doborze lokalu i menu.

Nic dziwnego. To, jaką muzykę usłyszeć będzie można na naszym przyjęciu, poniekąd definiuje przecież nas samych i podlega surowej ocenie naszych gości. A my i nasi partnerzy świetne zdajemy sobie z tego sprawę. Starając się więc pokazać z jak najlepszej strony, dbając o dobro zaproszonych przez nas bliskich, a może i nieco bojąc się ośmieszenia czy słów krytyki, popadamy jednak czasem w absurdy. Jednym z nich jest kategoryczne zabranianie zespołowi (wynajętemu przez „młodych” do prowadzenia zabawy) wykonywania utworów z gatunku disco polo.

Niby błahostka, ot, gatunek muzyczny jak każdy inny, ale dla wielu osób nadal stanowi on swego rodzaju barierę nie do pokonania. Świadczyć mogą o tym chociażby liczne zapytania i dyskusje na forach weselnych bądź kobiecych, dotyczące takich piosenek właśnie. Skąd całe zamieszanie? A no wiadomo. W opinii publicznej utarło się przecież przekonanie, że słuchanie i granie disco polo kojarzy się z nieobyciem, „taniością”, „wiochą”, brakiem kultury i tandetą – a takich epitetów podsumowujących tak wielki dzień nie zniosłaby żadna para. Wiele z nich, zabezpieczając się więc „na zapas”, odgórnie życzy sobie grania albo utworów, w których sami gustują, albo wszelkiego rodzaju tzw. klasyków i szlagierów radiowych, zdających się być świetną (a zarazem uniwersalną) receptą na udaną zabawę wszystkich gości. Niestety, założenie takie bywa zgubne, o czym wspomina Karolina, 26-letnia mieszkanka Rzeszowa, która w ubiegłym roku pełniła funkcję druhny na weselu przyjaciółki:

„Oboje młodzi mają rockową duszę, więc zgodnie orzekli, że na swoim weselu o zagraniu jakiegokolwiek disco polo nie będzie mowy – tak też powiedzieli kapeli i taki miał być plan. No i przez to o mały włos cała impreza nie okazała się kompletną klapą. Towarzystwo było zróżnicowane wiekiem, gustem i charakterami, mało kto się bawił. Ludzie siedzieli przy stolikach i starali się rozmawiać, choć szło im to opornie, bo w sporej części wzajemnie się nie znali. Pojedyncze pary podrygiwały na parkiecie, nucić nikt się nie odważył, bo gdzie komu do Jacksona czy Cher. Widać było, że jak tak dalej pójdzie, to goście zaczną rozchodzić się do domów tuż po północy. Orkiestra chyba też widziała, jak bardzo jest drętwo, bo w końcu postanowili zaryzykować i zagrali „Jesteś szalona” – i to był strzał w dziesiątkę. Jak na komendę, zadziałała odwaga, śmiech i wódka, wszyscy ruszyli na parkiet i zaczęli śpiewać. Nie wiem czy to zasługa orkiestry, czy Boysów, ale jednak disco polo otwiera Polaków na siebie i dodaje im wiary we własne możliwości wokalne, tego się nie wyrzekniemy” – śmieje się.

Wniosek z powyższych słów może być jeden: niezależnie od naszych własnych gustów bądź uprzedzeń, nie warto w sposób przesadnie rygorystyczny podchodzić do kwestii weselnego repertuaru muzycznego jedynie po to, by za wszelką cenę uniknąć wyimaginowanej gafy. O tym, co pozostawi najcieplejsze wspomnienia z naszego święta zaproszonym przez nas gościom, niech zadecydują oni sami. I zespół – bo ten ma już zwykle w tej kwestii spore (kilku- lub nawet kilkunastoletnie) doświadczenie, może więc warto wrzucić na przysłowiowy luz i po prostu mu zaufać.

Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *